poniedziałek, 22 października 2007

"OkruchyBoga" - Fragment 2


(...) Słyszałem jedynie trzaski płonących szczap. A przecież spodziewałem się odpowiedzi. Jak zwykle. Kiedy zwracamy się do kogoś – słyszymy zazwyczaj jakąś odpowiedź. Staruszek miał gdzieś konwenanse.

Tylko prawdopodobieństwo jest niewytłumaczalne.


– Pozwól, że zadam ci proste pytanie: Czy to ty dostarczyłeś przesyłkę, czy może przesyłka dostarczyła ciebie? (...)

– To ja dostarczyłem przesyłkę – powtórzyłem. Wydawało mi się to oczywiste.

– Gdyby na przesyłce nie było adresu, to czy przyniósłbyś ją tutaj?

Zaprzeczyłem.

– Czyli zgadzasz się, że dostarczenie przesyłki nie odbyło się bez jej udziału? To ona wskazała ci adres.

– W pewnym sensie to prawda. Ale to najmniej istotny element. To ja przywiozłem paczkę, to ja ją doręczyłem. Wykonałem najważniejszą część pracy.

– Czyżby? A nie uważasz, że do wykonania pracy wszystkie te elementy są absolutnie niezbędne? – zapytał.

– Ależ proszę pana. Biorę paczkę i przywożę ją pod wskazany adres. Na tym polega moja praca. Dostarczam przesyłki.

– Można na to patrzeć w ten sposób. Ale można też inaczej: ty i paczka pojawiliście się tutaj w tej samej chwili. I oboje byliście do tego niezbędni. Toteż twierdzę, że paczka dostarczyła ciebie.

Jego interpretacja była słuszna, choć opierała się na nieco pokrętnej logice. Ja jednak nie zamierzałem się poddawać.

– Wszystko zależy od intencji. Kiedy zostawię panu tę paczkę i wyjdę, to chyba stanie się jasne kto tu kogo dostarczył.

– Być może – powiedział spoglądając w stronę ognia. – Czy zechciałbyś dorzucić drewna do kominka? (...)




[piekące się króliki wykonane zostały z masy termoutwardzalnej przez piżmaka i naleś]
Warszawa 2007






0 komentarze: