
(...) Słyszałem jedynie trzaski płonących szczap. A przecież spodziewałem się odpowiedzi. Jak zwykle. Kiedy zwracamy się do kogoś – słyszymy zazwyczaj jakąś odpowiedź. Staruszek miał gdzieś konwenanse.
Tylko prawdopodobieństwo jest niewytłumaczalne.
– Pozwól, że zadam ci proste pytanie: Czy to ty dostarczyłeś przesyłkę, czy może przesyłka dostarczyła ciebie? (...)
– To ja dostarczyłem przesyłkę – powtórzyłem. Wydawało mi się to oczywiste.
– Gdyby na przesyłce nie było adresu, to czy przyniósłbyś ją tutaj?
Zaprzeczyłem.
– Czyli zgadzasz się, że dostarczenie przesyłki nie odbyło się bez jej udziału? To ona wskazała ci adres.
– W pewnym sensie to prawda. Ale to najmniej istotny element. To ja przywiozłem paczkę, to ja ją doręczyłem. Wykonałem najważniejszą część pracy.
– Czyżby? A nie uważasz, że do wykonania pracy wszystkie te elementy są absolutnie niezbędne? – zapytał.
– Ależ proszę pana. Biorę paczkę i przywożę ją pod wskazany adres. Na tym polega moja praca. Dostarczam przesyłki.
– Można na to patrzeć w ten sposób. Ale można też inaczej: ty i paczka pojawiliście się tutaj w tej samej chwili. I oboje byliście do tego niezbędni. Toteż twierdzę, że paczka dostarczyła ciebie.
Jego interpretacja była słuszna, choć opierała się na nieco pokrętnej logice. Ja jednak nie zamierzałem się poddawać.
– Wszystko zależy od intencji. Kiedy zostawię panu tę paczkę i wyjdę, to chyba stanie się jasne kto tu kogo dostarczył.
– Być może – powiedział spoglądając w stronę ognia. – Czy zechciałbyś dorzucić drewna do kominka? (...)
[piekące się króliki wykonane zostały z masy termoutwardzalnej przez piżmaka i naleś]
Warszawa 2007

0 komentarze:
Prześlij komentarz